La furia roja

Umowilam sie wczoraj na mecz z aleksandryjska kolezanka z pracy imieniem Rasha (czyta sie, jak “Russia”). Rasha jest wielka wielbicielka pilki noznej regularnie oglada rozne mecze (dowiedzialam sie tego dopiero wczoraj, ale lepiej przed Finalem, niz wcale). Miala byc tez moja szefowa, Eleonora (przypominam: Wloszka, w ciazy) i pare innych osob. 

Rasha: Which team do you support?
Paulina: What’s the right answer?
Rasha: Italy. I support Italy with all my heart. It’s in my blood. Besides, Eleonora will be there and we don’t want a pregnant Italian woman screaming at us, if Spain scores.

Okazalo sie, ze mecz bedziemy ogladac w jakiejs café niedaleko mojego domu, wiec wybralam sie tam piechota. Nalezalo pojsc prosto ulica Fouad (duza ulica blisko mojego domu), minac Cinema Amir (tak, to jest kino) i sklep z butami “S.N”, potem znalezc Chez Gabi (ktora jest podobno niezla restauracja) i to miala byc jedna z kafejek na przeciwko. W razie problemow mialam dzwonic do Eleonory, poniewaz Rasha zatrzasnela sobie kluczyki od samochodu w samochodzie i miala sie spoznic. 

No wiec ide Fouad, mijam Cinema Amir z lewej, S.N. Shoes z prawej, skrecam w trzecia mala uliczke w prawo, mijam Chez Gabi i oto otwiera sie przede mna duze podworko. Wlasciwie nie podworko, tylko taka wolna przestrzen miedzy domami, plac taki. A na placu rozstawiony ekran, przed ktorym stoja krzeselka, moze z piecdziesiat, szescdziesiat krzeselek, moze wiecej (to byly ze 3 kafejki obok siebie). Na krzeselkach siedza mlodzi mezczyzni, sami mezczyzni, na oko ok. dwudziestoletni. I teraz wyobrazcie sobie mnie, jak tam wyszlam z tej malej uliczki. Poczulam sie jak kotka, ktora stoi przed swora glodnych buldogow ze starej kreskowki Disneya dla doroslych. Nie zostalam na tyle dlugo, zeby policzyc krzeselka. Po kilku pierwszych “Helloooo!” odwrocilam sie na piecie i wolnym, acz zdecydowanym krokiem wrocilam na Fouad.
No i teraz mam dylemat – co robic? Dzwonie do Eleonory, nie odbiera. Rozgladam sie dyskretnie, czy nie idzie ktos znajomy – nie idzie. Na szczescie wtedy okazalo sie, ze Rasha odzyskala swoje kluczyki I dostep do samochodu. Postalam tam jeszcze z 10 minut i przyjechala. 

(Przejechalysmy obok tych kafejek, bo chciala zobaczyc, jak to wyglada).
Rasha: Yeah, this is a men’s place. I will kill Eleonora. Dimitrios will try to get us into the Greek Club.

Okazalo sie, ze Eleonora (ktora, najwyrazniej, wybrala to miejsce) mieszka tuz obok, czyli rowniez tuz obok mnie. Dimitrios, zwany czasem Dimi, to pol-Grek, pol-Egipcjanin, ktory z nami pracuje I mowi do mnie “Dzien dobry”, jak przychodzi rano :) Wczoraj dowiedzialam sie, ze jest w Alex bardzo wazna osoba, jednym z, tzw. Prominentnych Grekow. Krotko mowiac, jest w Greek Club szefem (w kazdym razie w tym Greek Club, bo jest jeszcze drugi). Fajnie znac kogos tak waznego :] Poznalam tez wczoraj jego zone, ktora jest z Katalonii. Bardzo tu duzo osob z Katalonii. Wszyscy “Hiszpanie”, ktorych tu poznalam, jak do tej pory, to Katalonczycy.

Greek Club w srodku naprawde przypomina grecka tawerne i ma bardzo przyjemna atmosfere, taka relaxed.  Wypilam Stelle, obejrzalam Final EURO po Grecku (Rasha byla troche rozzalona, ze nie po arabsku, ale z mojego puntu widzenia, to wszystko jedno) i chyba pierwszy raz w moim zyciu wygrala druzyla, ktorej kibicowalam (mimo calej pracowej propagandy, bylam jednak duchem za Hiszpania). Okazuje sie, ze w greckiej telewizji nie ma tego dziwacznego studia komentatorow, ktore zawsze denerwuje mnie w polskiej telewizji. Pokazali wszystko, lacznie z tym, jak zwycieska druzyna wnosila na boisko swoje (?) dzieci i jak cieszyli sie z wygranej. Bardzo mi sie to podobalo. Chociaz, biedni Wlosi! Eleonory w koncu tego wieczoru nie widzialysmy. Dzis jej wszyscy skladali kondolencje, ktore skwitowala: “It was embarrassing”.

Komentarze